Jazda na pełnym ryzyku

Finiszowe metry biegu na 800 metrów podczas Mistrzostw Europy w Barcelonie
Finiszowe metry biegu na 800 metrów podczas Mistrzostw Europy w Barcelonie www.lewandowski-team.pl / fot. Bartłomiej Zborowski (PAP)
W czasie, gdy w decydującą fazę wkracza Euro 2012, na północy naszego kontynentu rozpoczęły się właśnie mistrzostwa Europy, ale w lekkiej atletyce. Dla wielu sportowców jest to ostatnia szansa na uzyskanie olimpijskiego minimum. Ja, właśnie ze względu na start w igrzyskach, postanowiłem do Helsinek nie jechać.

Nie ma co ukrywać, to była trudna decyzja. Jestem aktualnym mistrzem Europy i czuję, że wypadałoby powalczyć o obronę tytułu najlepszego biegacza na kontynencie. Jednak z drugiej strony czuję też niepowtarzalną szansę na walkę o olimpijskie podium. A udział w obu tych imprezach mógłby spowodować, że ani tu, ani tu, nie zdobędę upragnionego medalu. Każdy, kto choć trochę siedzi w profesjonalnym sporcie, wie, że bardzo trudno jest utrzymać optymalną formę przez cały sezon. Szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy konkurencja jest niezwykle wyrównana, a rekordy wyśrubowane do granic ludzkich możliwości. Pierwszy może być ostatnim, a ostatni pierwszym, szczególnie w biegu na 800 metrów. O powodzeniu na bieżni czasem decydują setne sekundy, moment słabszej dyspozycji rywala, czy łut szczęścia. Dlatego tak ważne jest perfekcyjne przygotowanie, gdzie każdy detal może mieć kluczowe znaczenie.

Gdy na początku sezonu rozpoczynałem trening, wiedziałem czego chcę - chcę powalczyć o olimpijską „blachę”, postawić wszystko na jedną kartę. Zdawałem sobie sprawę, że cykl przygotowań do biegania turniejowego (kilka biegów, dzień po dniu) znacznie różni się od tego, który szykuje na pojedynczy „złoty strzał”, jeden super szybki bieg, gdzie można uzyskać wartościowy rekord życiowy. Że będę musiał wykonać żmudną robotę, która przygotuje mój organizm do zaliczenia trzech biegów na wysokim, równym poziomie. Nie sztuką jest przecież polecieć jeden raz na poziomie 1:43, a potem skończyć na 1:46. Sztuką jest uzyskanie dzień po dniu rezultatów w granicy 1:44.


Namiastkę tego miałem rok temu podczas Mistrzostw Świata w Daegu, gdzie naprawdę byłem świetnie przygotowany i jak doskonale pamiętają wszyscy kibice, dosłownie centymetry zadecydowały o zajęciu najgorszego dla sportowca miejsca, czyli tuż za podium. Tam tak naprawdę zobaczyłem i nauczyłem się jak należy biegać na tego typu imprezach. To doświadczenie chciałbym wykorzystać w tym roku. Nie mogę obiecać, że medal zdobędę, ale z całą pewnością mogę obiecać, że zrobię wszystko, aby go zdobyć! Mam w sobie głód sukcesu i chcę rewanżu!

Zdaję sobie sprawę, że wielu ekspertów czy kibiców upatrywało we mnie jednego z faworytów do medalu ME. Zdaję sobie również sprawę, że stawiając wszystko na jedną kartę mogę zostać z niczym, bo o podium w Londynie będzie niezwykle trudno, dużo trudniej niż podczas rywalizacji z biegaczami z naszego kontynentu. Ale z drugiej strony sportowa ambicja nie pozwala mi na inne podejście. Tytuł mistrza Europy mam już w swojej kolekcji, a o medalu olimpijskim dopiero marzę. Wiedzieliśmy z trenerem, że jeśli chcę być w 100% przygotowany na decydujące starcie, to musimy cały trening podporządkować tylko jednej imprezie docelowej. Jeśli siły, które bym zostawił na stadionie w Helsinkach, miałyby mi zabrać choćby jedną dziesiątą sekundy z walki w olimpijskim finale, to byłem zdecydowany zrezygnować ze startu w ME. I tak też zrobiłem. Podjąłem pełne ryzyko, wierzę, że to się opłaci.

Marcin Lewandowski
Trwa ładowanie komentarzy...