O autorze
Marcin Lewandowski karierę zaczynał w 2002 jako zawodnik niezrzeszony. Od 2005 zawodnik Ósemki Police, a od lipca 2010 broni barw Zawiszy Bydgoszcz. Absolwent wychowania fizycznego na Uniwersytecie Szczecińskim. Trenuje go brat, Tomasz Lewandowski. Jego największe sukcesy to m.in.: 4. miejsce na Mistrzostwach Świata 2011, złoty medal Mistrzostw Europy z 2010

Na bieżni lepiej niż na piłkarskim stadionie?

Spotkanie z kibicami po mitingu w Hengelo (Holandia)
Spotkanie z kibicami po mitingu w Hengelo (Holandia) www.lewandowski-team.pl
Ostatnio tuż po Euro 2012 mieliśmy okazję uciąć sobie z moim trenerem krótką pogawędkę na temat kultury i obyczajów panujących na lekkoatletycznych arenach. Niechlubną inspiracją do tej rozmowy było niedawne zdarzenie podczas Mistrzostw Europy, kiedy to francuski biegacz Mahiedine Mekhissi-Benabbad prawie znokautował dziewczynkę przebraną za maskotkę imprezy.

Niecodzienna sytuacja miała miejsce tuż po finałowym biegu na 3000 metrów z przeszkodami, który zawodnik z Francji… wygrał! Za metą w nietypowy sposób postanowił wyrazić radość ze zwycięstwa, brutalnie traktując maskotkę (14-letnią dziewczynkę!), która na dodatek próbowała mu wręczyć okolicznościowy prezent.



Co ciekawe, to nie pierwszy jego taki wyskok. Dokładnie rok temu podczas mitingu Diamentowej Ligi w Monako, ów zawodnik pobił się ze swoim kolegą z reprezentacji Mehdi Baalą. Zdarzenie miało miejsce tuż za metą biegu na 1500 metrów. Przyznam szczerze, że była to bardzo żenująca sytuacja, na co dość szybko zareagowała publiczność, głośnymi gwizdami pokazując co o tym myśli. Z tego co kojarzę, francuska federacja wyciągnęła później konsekwencje dyscyplinarne wobec obu zawodników.



Dlaczego o tym piszę? Bo podczas zawodów lekkoatletycznych tego typu zachowania są praktycznie niespotykane. Kibice naszej ukochanej dyscypliny uchodzą za wyjątkową spokojnych i kulturalnych. Od kilku lat biegam na stadionach całego świata i nie zdarzyło mi się jeszcze, abym osobiście doświadczył negatywnych emocji, czy niechęci. Przecież nie raz bywało tak, że wygrywałem z faworytem czy ulubieńcem gospodarzy i nikt z tego powodu nie rzucał we mnie bananami, zapalniczkami, ani nie czekał na mnie pod bramą stadionu.

Jeśli mówimy o kibicowaniu i sportowych emocjach, to praktycznie od razu nasuwa się porównanie z piłką nożną. Jesteśmy wręcz przyzwyczajeni, że media regularnie donoszą o agresywnych zachowaniach na trybunach i poza nimi. Nie ukrywam, że jestem fanem piłki nożnej, w młodości sam w nią grałem, a kiedy mogę to zawsze chętnie wybiorę się na jakiś mecz. Niestety atmosfera jaka panuje na polskich stadionach, daleka jest od doskonałości. Euro 2012 to był piękny sen, ale ligowa rzeczywistość wygląda dużo gorzej. Jeszcze do tej pory mam w pamięci spustoszenie jakiego dokonali na moim ukochanym stadionie w Bydgoszczy piłkarscy pseudokibice podczas finału Pucharu Polski. Władze Zawiszy długo liczyły straty, które sięgnęły wielu tysięcy złotych.


Często mówi się, że dzieje się tak z powodu charakteru piłki nożnej, która jest sportem bardzo kontaktowym. Dochodzi do starć między zawodnikami i to wywołuje ogrom emocji na trybunach. Wg mnie jednak, to nie jest żaden argument. Zobaczcie choćby ostatni finał ligi futbolu amerykańskiego w Polsce, który odbył się przez kilkoma dniami na Stadionie Narodowym. Chyba nie ma bardziej kontaktowej dyscypliny, zawodnicy czasem wręcz się taranują. A na trybunach zasiadły całe rodziny, było bezpiecznie, kibice obu drużyn kulturalnie dopingowali, a na boisku toczyła się walka ostra, ale fair play.

Mogę to także porównać do mojej rywalizacji na bieżni. Bieg na 800 metrów to chyba najbardziej kontaktowa konkurencja w lekkiej atletyce. Praktycznie nie ma zawodów, żebym nie był poobijany, nie dostał łokciem w brzuch, czy kolcem po nogach. Kibice oglądający relacje telewizyjne doskonale wiedzą, że przepychanki, czy nawet wywrotki (czego sam boleśnie doświadczyłem) na naszym dystansie są czymś naturalnym. Każdy ze startujących szanuje jednak swojego rywala. Nie znam zawodnika, który by tak robił specjalnie, a po biegu wyżywał się na innych, czy obrażał słownie. Po biegu zawsze przybijamy sobie piątkę, pozdrawiamy kibiców, nawet gdy jest w nas sportowa złość z porażki, czy niezadowolenie z osiągniętego rezultatu.

Jeszcze na koniec taka mała refleksja. Wspomniany przeze mnie na początku Francuz to wicemistrz olimpijski, dwukrotny mistrz Europy, medalista mistrzostw świata. Człowiek z takimi sukcesami powinien być szczególnie odpowiedzialny za swoje czyny. Wie przecież, że jest przykładem dla młodych ludzi, kibiców, na dodatek ciągle znajduje się w oku kamer i obiektywów. Jednak już dwukrotnie pokazał, że będąc wielkim człowiekiem na bieżni, jest małym po za nią. Nie wyobrażam sobie, abym nie tylko jako sportowiec, ale przede wszystkim człowiek, mógł się zachować w podobny sposób.

A jak tym razem będzie w Monaco? Ze strony Francuza nic nam tym razem nie grozi, bo nie widziałem go na listach startowych. Jestem ciekawy, czy sam zrezygnował ze startu, czy też organizatorzy nie zaprosili go, mając w pamięci ubiegłoroczny skandal. Niezależnie od tego, ja ze swojej strony zapraszam do oglądania dzisiejszej transmisji Diamentowej Ligi z Monaco, a szczególnie polecam bieg na 800 metrów z moim udziałem. Jestem przekonany, że warto, bo przecież "królowa jest tylko jedna" :).

Marcin Lewandowski
Trwa ładowanie komentarzy...