O autorze
Marcin Lewandowski karierę zaczynał w 2002 jako zawodnik niezrzeszony. Od 2005 zawodnik Ósemki Police, a od lipca 2010 broni barw Zawiszy Bydgoszcz. Absolwent wychowania fizycznego na Uniwersytecie Szczecińskim. Trenuje go brat, Tomasz Lewandowski. Jego największe sukcesy to m.in.: 4. miejsce na Mistrzostwach Świata 2011, złoty medal Mistrzostw Europy z 2010

"Czapi" zakończył sportową karierę

Na podium Mistrzostw Polski w Szczecinie (2008)
Na podium Mistrzostw Polski w Szczecinie (2008) www.lewandowski-team.pl
Nieco ponad tydzień temu w polskiej lekkoatletyce, a konkretnie w biegach średnich, zakończyła się pewna epoka. Sportową karierę, obfitującą w sukcesy na europejskich i światowych imprezach, zakończył Paweł Czapiewski, aktualny rekordzista Polski i bliski przyjaciel naszego teamu.

Paweł to wyjątkowa postać. Karierę zaczynał w wieku kilkunastu lat pod okiem trenera Mieczysława Ksokowskiego. Już w wieku młodzika potrafił przebiec 800 metrów w czasie 2:02.88! Okres juniorski to pierwsze sukcesy na arenie międzynarodowej oraz liczne rekordy Polski w różnych kategoriach wiekowych. Później trafił pod opiekę Zbigniewa Króla, który doprowadził go do największych sukcesów. Przełomem w karierze był rok 2001, gdy Paweł w wyjątkowym stylu, po piorunującym finiszu zdobył brąz na Mistrzostwach Świata w Edmonton. Następnie był fenomenalny rekord Polski (1:43.22) na mitingu Złotej Ligi w Zurychu. Rok później dołożył złoto na Halowych Mistrzostwach Europy w Wiedniu, po pasjonującej pogoni za Szwajcarem Andre Bucherem. Ten moment z pewnością przeszedł do historii nie tylko polskiej, ale i europejskiej lekkiej atletyki.



Wtedy, jeszcze jako student szczecińskiego IKF-u, z zapartym tchem śledziłem wyczyny „Czapiego” w telewizji. Znałem go bardzo dobrze, bo przez kilka lat trenowaliśmy w jednym klubie, Lubuszu Słubice. Były wspólne wyjazdy, obozy, dużo rozmawialiśmy, podpatrywałem jego sposób treningu, tym bardziej, że obaj specjalizowaliśmy w biegu na 800 metrów. Gdy rozpoczęła się moja przygoda z trenowaniem Marcina, Czapi był jedną z pierwszych osób, które dostrzegły w nim biegowy talent. Powiedział, że to jest gość, który w przyszłości może odebrać mu rekord Polski. Spodobało mu się moje podejście do szkolenia Marcina, udzielał mi w tym zakresie dużo cennych wskazówek.

Później wielokrotnie Marcin mierzył się z Czapim na bieżni. Pamiętam moment, gdy pierwszy raz z nim wygrał. Było to w 2008 roku, podczas Memoriału Kusocińskiego rozgrywanego w Warszawie. Parę tygodni później spotkali się jeszcze raz, w pamiętnym biegu na 1500 metrów podczas Mistrzostw Polski. Ostatnie 100 metrów to była prawdziwa walka bark w bark, którą publiczność obserwowała na stojąco. I Marcin po raz kolejny wygrał. Paweł był wtedy najbardziej znanym i utytułowanym polskim średniodystansowcem, a mój brat dopiero rozpoczynał poważną przygodę z bieganiem. Jednak z tego tytułu nie dał nam odczuć niechęci, a wręcz odwrotnie – podkreślał, że cieszy się z tego, że ma w końcu na krajowym podwórku przeciwnika z prawdziwego zdarzenia. To był rywal z bieżni, ale po za nią prawdziwy przyjaciel.


Szkoda, że kariera Pawła tak często była przerywana kontuzjami, co spowodowało, że nigdy nie było mu dane powtórzyć sukcesów z 2001 i 2002 roku. Do dobrej dyspozycji udało mu się wrócić w 2008 roku, gdy pojechał na igrzyska do Pekinu. Jednak chwila nieuwagi w biegu eliminacyjnym pozbawiła go prawie pewnego awansu do kolejnej rundy. To tylko pokazało jak bezlitosna bywa rywalizacja w naszej konkurencji. Jeszcze rok temu zapowiadał, że podejmie walkę o minimum do Londynu. Nie udało się, i to był chyba dobry moment, żeby powiedzieć sobie dość.

Samo pożegnania miało wyjątkową oprawę. Wszystko odbyło się podczas Memoriału Janusza Kusocińskiego w Szczecinie. Przed biegiem na 800 metrów spiker zaprosił na bieżnię ubranego w normalne ciuchy Pawła. Ten po chwili rozmowy przebrał się w strój startowy i razem z całą stawką biegaczy stanął na linii startu. Ostatni, pożegnalny bieg odbył się w doborowym towarzystwie m.in. Adama Kszczota, Joba Kinyora oraz Alfreda Kirwa Yego. Marcin niestety nie mógł pojawić się w Szczecinie, ze względu na start w Monako, który odbył się dzień wcześniej. Czapi zaliczył dwa okrążenia w rekreacyjnym czasie, a na ostatniej prostej otrzymał gorącą owację na stojąco. Po biegu otrzymał również podziękowania z rąk szefa PZLA Jerzego Skuchy oraz prezesa ORLEN-u Jacka Krawca.

Paweł, cieszymy się, że tak znakomity sportowiec jak Ty miał możliwość zakończenia sportowej kariery w takich okolicznościach. Przyłączamy się do gratulacji i podziękowań za wszystko co zrobiłeś dla polskich biegów średnich. Mamy również gorącą nadzieję, że nadal będziesz obecny w polskiej lekkoatletyce!

Tomasz Lewandowski
Trwa ładowanie komentarzy...